Stało się moi drodzy! Pierwsza oficjalna relacja z zimowej podróży stała się faktem. Mam przyjemność opowiedzieć Wam – na gorąco – o miejscowości Le Corbier we Francji, a dokładniej w północnych Alpach tego kraju … to raptem 23 godzinna podróż autokarem z miasta Łodzi 😉

Bez wahania mogę powiedzieć, że to naprawdę wyjątkowe miejsce na zimowe eskapady także pozwólcie, że na wstępie kilka słów o samej miejscowości. Le Corbier wraz z pięcioma innymi ośrodkami, jest częścią obszaru narciarskiego Les Sybelles. Łącznie dysponują 310 kilometrami tras narciarskich, a co najważniejsze trasy te połączone są jedną siecią wyciągów także zapomnijcie o jakimkolwiek przemieszczaniu się samochodem, autokarem, czy skibusem. O samej podróży tutaj nie będę Wam opowiadał gdyż jak to zwykle bywa w autokarze wszyscy się bardzo umęczyli. Podróż odbyła się jednak w doskonałej atmosferze i co najważniejsze pod delikatnym znieczuleniem. Efekt tego wszystkiego? Już po pierwszym dniu zjeżdżania wiem, że było warto!!!

Zakwaterowali mnie w dwu-osobowym apartamencie, który znajduje się bezpośrednio na stoku jakieś 300 metrów od centrum miasteczka. Pokój oczywiście z łazienką, kuchnią i wszystkim co potrzebne do zimowej egzystencji. Na terenie znajdował się zewnętrzny basen z podgrzewaną wodą oraz cholernie drogą sauną, z której nikt chyba w historii tego miejsca nie korzystał … my także nie. Z zewnątrz budynek prezentował się całkiem zacnie:

le corbier, apartament

A taki oto widok codziennie rano cieszył me oczy:

le corbier, balkon

I dzień – jak to zwykle bywa obfitował w największe … jakby to powiedzieć … tak tak, podniecenie będzie tutaj najlepszym określeniem. Szybki wjazd na gorę i od razu „pełen gaz w dół”. Starsi i mądrzejsi ostrzegali: „Filip, nie szalej”, Filip, nie zap……. tak szybko”, „Filip, to dopiero pierwszy dzień”. Uwielbiam takie gadanie. Pech chciał, że – jak zwykle – mieli rację. Naciągnięte ścięgno i spuchnięta prawa kostka daje się we znaki po dziś dzień. Prawdopodobnie czeka mnie wizyta u ortopedy ale co tam … warto było. Żeby była jasność – nie odpuściłem ani jednego dnia.

Pogoda moi drodzy – w tym wyjątkowym miejscu – zasługuje chyba na osobny wątek. W ciągu dnia było jakieś 2-7 stopni powyżej zera w zależności od wysokości. W nocy delikatny mróz, który pozwalał obsłudze perfekcyjnie przygotować stoki na nadchodzący dzień. Chmurki policzyć można było na palcach jednej ręki, a słońce „grzało” właściwie bez przerwy. Bez filtra 50 na gębie nikt tutaj nart nie zakładał. Widoki zresztą mówią same za siebie:

le corbier, I dzien

le corbier, I dzien

le corbier, I dzien

le corbier

le corbier

le corbier

Dzień za dniem mijał bardzo szybko … niestety. Przy wyciągach otwartych od 9 do 16 i kolejkach bliskich zeru nikt nawet nie odważył się narzekać. Jak to zwykle jednak u mnie bywa nie byłbym sobą gdybym sobie trochę nie pomarudził. Otóż największym mankamentem tego ośrodka była statystycznie duża liczba tzw. orczyków. Chyba żaden snowboardzista korzystać z nich nie lubi gdyż zamiast relaksować tylko męczą i obciążają nogi. Przy przemieszczaniu się do innej doliny okazywały się niestety niezbędne i trzeba było to ziarenko goryczy i niewygody jakoś przełknąć. Krótkie chwile utrapienia w pełni rekompensowało popołudniowe piwko połączone ze „smażingiem” i „leżingiem” na słońcu w okolicznych restauracjach:

20150309_115457

le corbier, piwko

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na dwie godziny w małym miasteczku Annecy w Górnej Sabaudii. Dzięki licznym kanałom i mostom nie bez przyczyny nazwane alpejską Wenecją zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Pełne restauracji, uśmiechniętych ludzi robiącym sobie na każdym kroku selfie tętniło życiem. Na miejscu spróbowaliśmy pięknie brzmiącego tartiflette, czym w rzeczywistości jest zapiekanka ziemniaczana z boczkiem i serem podawana z pyszną francuską bagietką oraz świeżą sałatą. Zdjęcia niestety nie posiadam ale uwierzcie, że lepiej smakuje niż wygląda. Warte odnotowanie jest jeszcze to, że w XVI wieku Annecy zostało ważnym ośrodkiem kontrreformacji. To właśnie tutaj w 1535 roku została przeniesiona siedziba biskupstwa katolickiego. Miłośnikom historii polecam w wolnej chwili zerknąć co ciekawego internet o tym pisze.

Annecy

Annecy

Annecy

W taki oto sposób wspaniała tygodniowa wycieczka dobiegła końca. Spełniony snowboardowo, lekko poobijany, trochę chory, z nowo-nawiązanymi relacjami towarzyskimi wróciłem do Łodzi. Dziś jeszcze odczuwam w sercu pustkę i wciąż ciężko mi zrozumieć, że jutro rano nie przywitają mnie ośnieżone stoki francuskiego Le Corbier oraz słyszane na każdym kroku od uśmiechniętego Francuza „Bonjour„.

Previous post

Feedback, czyli skuteczna informacja zwrotna

Next post

Rework - dekalog nowoczesnego biznesu?

The Author

Filip

Filip

9 komentarzy

  1. Marzec 10, 2016 at 8:08 am

    Przepiękne miejsce! I po zdjęciach widzę, że pogoda dopisała!

    • Marzec 10, 2016 at 7:12 pm

      Właściwie każdego dnia było piękne słońce 🙂 Dzięki za odwiedziny.

  2. Marzec 10, 2016 at 8:12 am

    Annecy to miejsce, ktore koniecznie musze odwiedzic, wiele juz o nim slyszalam, a jest to miejsce pochodzenia mojego partnera 😉 Do zrobienia w tym roku! A Alpy przepiekne…

    • Marzec 10, 2016 at 7:13 pm

      Mówią, że to taka mała Wenecja. Faktycznie było przepięknie chociaż ja nie jestem specjalnym fanem Francji i zdecydowanie preferuję włoskie rejony górskie 🙂

  3. Marzec 10, 2016 at 2:38 pm

    Fajne jest to fotograficzne przejście ze śniegu w wiosnę 🙂 Miejsce jest bardzo ładne – bo znam. Interesuje mnie, ile akutalnie wynoszą ceny noclegu? A co orczyków: są przecież specjalne miejsca dla snowboardzistów i chyba nie ma tam za dużo narciarzy? 😉

    • Marzec 10, 2016 at 7:23 pm

      Cały wyjazd włącznie z postojem w Annecy był organizowany przez jedno z łódzkich biur podróży. Całość wyniosła niewiele ponad 2000 zł bez wyżywienia. Co do orczyków to każdy jest masakryczny i cholernie niewygodny 🙂 Jestem zdecydowanym fanem gondoli bądź wyciągów krzesełkowych, a co do liczby narciarzy to masz rację – było ich niewielu co skutkowało brakiem kolejek 😉

  4. Marzec 10, 2016 at 6:13 pm

    Chętnie latem, zimą wolę cieplejsze rejony 😀

    • Marzec 10, 2016 at 7:24 pm

      Zimy to ostatnio tylko w Polsce nie lubię bo wszystko zamarza i topnieje na przemian 🙂

  5. Marzec 10, 2016 at 7:31 pm

    Ja też kiedyś odczuwałam pustkę w sercu po powrotach z wakacji!